Hej, jak minął Wam dzień? Ja ledwo zwlokłam się rano z łóżka, i do tej pory czuję się senna. Nie pomogła nawet mocna kawa, czyżby coś działo się z pogodą?
Dziś przychodzę z recenzją "Zmierzchu" Stephenie Meyer. Raczej nie muszę przedstawiać tej sagi ;) Dodałam ją już w serwisie Nakanapie. Przyznaję, że dość kiepsko mi wyszła. Krótka, niedopracowana... Efekt pisania na nudnej lekcji. Muszę chyba w niej coś poprawić, coś dodać. No ale wklejam.
Tytuł: "Zmierzch"Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 416
Już od jakiegoś czasu prym na rynku wydawniczym wiodą powieści z wampirami w roli głównej. Mogę śmiało powiedzieć, iż cała "moda" na nieśmiertelnych krwiopijców zaczęła się właśnie od cyklu Stephenie Meyer. Ogromna ilość sprzedanych egzemplarzy, ekranizacje i wierni fani z całego świata, którzy utożsamiają się z bohaterami sagi.
Dlaczego więc znalazło się tak wiele antyfanów serii, jak i jej zwolenników?
Bella nie wyróżnia się niczym na tle swoich rówieśniczek. Jest normalną dziewczyną, która mieszka ze swoją matką w Phoenix, na Florydzie. Jest cicha, nieśmiała i niezdarna. Jej życie zmienia się diametralnie, gdy postanawia przeprowadzić się do swojego ojca. Forks to miasteczko liczące ledwo ponad trzy tysiące mieszkańców, gdzie wszyscy dobrze się znają. Jest nudne, deszczowe... i jak się wkrótce okazuje pełne zagadek. Wszystko zaczyna się od pierwszego zetknięcia się naszej bohaterki z Edwardem Cullenem - adoptowanym synem Carlisle'a Cullena, dobrego i cenionego lekarza. Dla Belli chłopak jest uosobieniem bóstwa - miedziane włosy, piękna twarz i zagadkowe spojrzenie. Zbieg dziwnych wydarzeń z udziałem chłopaka daje dziewczynie do myślenia. Zaczyna szukać, zagłębiać się coraz bardziej w legendy i wierzenia pradawnych ludzi. Kiedy odkrywa przerażającą prawdę, musi podjąć ważną decyzję. Co wygra: serce czy zdrowy rozsądek?
"Zmierzch" przeczytałam jeszcze przed całym medialnym szumem i zainteresowaniem wokół sagi. Dzięki temu, wyrobiłam sobie zdanie o niej w innym świetle. Pierwsze moje wrażenie: jakieś tandetne romansidło, na dodatek ciągnące się jak flaki z olejem. Przez pierwsze parę rozdziałów praktycznie nie było żadnej akcji, aż chciało się odłożyć książkę na półkę i nigdy do niej nie wracać. Dopiero po przeczytaniu około stu stron, wydarzenia nabrały tempa - wątek wampirzej rodziny Cullenów, spotkania Belli i Edwarda...
Kolejnym minusem są przerysowani bohaterowie. Panna Swan - kompletna niezdara, która potrafi przewrócić się na prostej drodze, a obok niej Cullenowie - porażająco piękni, dobrze ubrani i idealni pod każdym względem. Moim skromnym zdaniem każda postać powinna posiadać zarówno wady, jak i zalety; nikt nie jest przecież perfekcyjny. Takie same są dialogi pomiędzy parą zakochanych, w których wyznają sobie miłość: jednocześnie romantyczne i piękne, a z drugiej strony sztuczne, nienaturalne - jakby wzięte z zupełnie innej epoki. Nie tak zachowują się dzisiejsze, współczesne pary.
Choć miłość głównej bohaterki i wampira, tak wyidealizowana i niemożliwa, to właśnie o takim związku marzy każda dziewczyna. O kimś, kto nieustannie powtarzałby, że ją kocha. O kimś kto zrobiłby dla niej wszystko. Może dlatego saga Stephenie Meyer zyskała aż taką popularność?
Nie spodziewajcie się po niej czegoś ambitnego i dającego człowiekowi do myślenia. To seria powieści nadających się na nudne, zimowe wieczory, takie jak teraz. Nie oznacza to jednak, że nie czyta się ich z przyjemnością; jest wprost przeciwnie - przenoszą czytelnika do innego świata i pozwalają na oderwanie się od ponurej codzienności, problemów i obowiązków.
Polecam. Bądźcie jednak ostrożni - po zmierzchu rodzi się miłość nie z tego świata...
I na koniec króciutka opinia (też można ją znaleźć na kanapie):
Tytuł: "Z kim płaczą gwiazdy"
Autor: Ewa Barańska
Wydawnictwo: TELBIT
Liczba stron: 192
Ewa Barańska udowodniła, że w Polsce także mamy wielu świetnych autorów. "Z kim płaczą gwiazdy" to piękna, wzruszająca książka. Opowiada o miłości Weroniki i Michała, oraz o przeszkodach, jakie stają na ich drodze. O tym, jak w jednej chwili może zmienić się całe nasze życie - czego niestety nie wszyscy jesteśmy świadomi. Pod koniec powieści akcja nagle zatrzymuje się. Nie ma zakończenia, autorka sama każe czytelnikom dokończyć historię zakochanej pary. Nie dowiadujemy się, czy stan Michała poprawił się. Z jednej strony jest to dość ciekawe, ale pozostaje lekki niedosyt... Mimo wszystko, szczerze polecam! ;)